piątek, 21 listopada 2014

Odpowiedzialność


Dwaj młodzi ludzie, studenci, jesienią tuz przed egzaminem magisterskim
wybrali się na wycieczkę w góry. Chodzili, zwiedzali, wdrapywali się na szczyty
i schodzili w doliny. Nocowali w schroniskach lub wiejskich chatach. Pewnego
dnia, a raczej wieczoru dotarli w taką partię gór, której zupełnie nie znali, i zgubili
się.
Zakopane

Zblizał się wieczór. Groził im nocleg na gołej ziemi i w bardzo niskiej temperaturze.
Dlatego z mozołem i niemałym trudem przedzierali się przez las z
nadzieją, ze w końcu dotrą do jakiejś drogi i wioski. Nagle w ciemnościach zobaczyli
światło i zaczęli iść w jego kierunku. Doszli do wysokiego, potęznego
muru. Trochę zdziwieni, zaczęli posuwać się wzdłuz niego i dotarli do wielkiejkutej z zelaza bramy. Za nią zobaczyli oświetlony, duzy dziedziniec wspaniałej
posiadłości - ogród, fontanna, piękny, starannie odrestaurowany pałac, garaze, a
na podjeździe trzy samochody, najnowsze modele, sportowy lamborghini, terenowy
infinity i limuzyna cadillaka. Nieco z boku zauwazyli kort tenisowy i sporej
wielkości basen.
Z duzymi oporami zdecydowali się na naciśnięcie dzwonka przy bramie. Po
pewnej chwili w pałacu otworzyły się drzwi i wyszedł słuzący w nowiutkiej
starannie dopasowanej liberii. Podszedł do nich z uśmiechem, otworzył bramę i
nie czekając na ich prośbę, zaprosił do środka. Weszli na dziedziniec i stanęli.
Słuzący starannie zamknął kutą bramę i zapraszającym gestem wskazał, aby
pójść za nim. Idąc w stronę pałacu, młodzieńcy opowiadali, jak zgubili się w górach, i pytali,
czy mogą przenocować. „Oczywiście - zapewniał słuzący - nie ma zadnych
przeszkód.” Zaraz wskaze im pomieszczenie, gdzie będą mogli zostawić bagaze,
łazienkę, aby mogli się odświezyć, i pani zaprasza do jadalni na kolację, bo zapewne
są zmarznięci i głodni.
Weszli do przepięknie urządzonego pałacu - z ogromnym przepychem, ale
jednocześnie ze smakiem i znawstwem, świadczącym o poziomie i dobrym guście
właściciela. Słuzący wskazał kazdemu z nich osobną łazienkę i zaprosił za
czterdzieści pięć minut do jadalni. Młodzieńcy jeszcze nigdy w zyciu nie byli w
takim miejscu, a gorąca kąpiel w wannie z jacuzzi po tylu dniach wędrówki i
biwakowych warunków wydawała im się czymś wręcz nieziemskim.
Zrelaksowani, odpręzeni, przebrani w nowe rzeczy, które dziwnym trafem
znalazły się w łazienkach, weszli do jasno oświetlonej jadalni. Zza stołu wyszła
na ich powitanie przepiękna młoda dziewczyna. Mogła mieć dwadzieścia, moze
dwadzieścia pięć lat. Miała ciemne długie włosy, ciemnoszafirową suknię do
ziemi i wspaniałą, połyskującą w świetle bizuterię ze szmaragdów, szafirów i
diamentów. Uśmiechnęła się na powitanie, podała kazdemu rękę i zaprosiła do
stołu.
Rozpoczęła się kolacja. Przy stoleuwijało się kilku słuzących, zmieniających
nakrycia, sztućce i półmiski. Przekąski, przystawki, sałatki, mięsa, ryby, do tego
najwspanialsze, znakomicie dobrane wina, które akceptowała lekkim skinieniem
głowy pani domu. Z sąsiedniego pomieszczenia dobiegała dyskretna „zywa”
muzyka kwartetu smyczkowego. Oczywiście rozmawiali - o wszystkim - śmiali
się i stopniowo, w miarę rozluźniania się atmosfery, zartowali. Pani domu była
przemiłą osobą, znającą się na sztuce, malarstwie, literaturze, ale równiez na
dobrych samochodach i sporcie. Zniknął jakikolwiek dystans i skrępowanie.
Wieczór wszystkim wydawał się wspaniały.
Czas płynął niepostrzezenie. Zjedli wykwintny deser, wypili kawę. Zblizała
się północ. Młodzieńcy poczuli się zmęczeni wrazeniami, a swoje zrobił takze
obfity posiłek i wypity alkohol. Pani domu, widząc ich znuzenie, wezwała słuzącego
i powiedziała:
- Jestem samotną, niezamęzna kobietą. Mieszkam w tym domu sama. Względy moralne nie pozwalają mi nocować z wami pod jednym dachem. Dlatego
proszę, abyście przenieśli się do pawilonu dla gości, słuzący wskaze drogę,
i tam udali się na spoczynek. Rano słuzba odwiezie was na dworzec i wrócicie
do domów. Gdybyśmy się jutro nie zobaczyli, juz teraz zyczę wam wszystkiego
dobrego i dziękuję za wspaniały wieczór.Wstała, podała rękę na pozegnanie i wyszła.
Słuzący zaprowadził ich do gustownego pawilonu dla gości, oddalonego jakieś
sto metrów od pałacu. Wskazał sypialnie i zaprosił na śniadanie rano do
pałacu. Połozyli się do łózek pełni wrazeń.
Rano zjedli sami wspaniałe śniadanie - pani jeszcze spała - i słuzący odwiózł
ich jednym z luksusowych samochodów na dworzec. Wracali zamyśleni do domu.
Minęło dziewięć miesięcy.
Do jednego z młodych ludzi przyszedł list polecony z oficjalnymi pieczęciami.
Otworzył, zaczął czytać. Powoli zmieniała mu się twarz, zaczęły drzeć
ręce. Sięgnął nerwowo po słuchawkę telefonu i zadzwonił do swojego przyjaciela.
Poprosił go o natychmiastowe spotkanie, bo ma wazną sprawę do omówienia.
Po kilku godzinach siedzieli w kawiarni naprzeciwko siebie. Ten, który otrzymał
list, zaczął powoli, cedząc przez zęby kazde słowo:
- Wtedy w górach... u tej dziewczyny... gdy nocowaliśmy w pawilonie...
Poszedłeś do niej... i spędziłeś z nią noc... - zawiesił głos.
- Tak, chciałem ci to powiedzieć - drugi, wyraźnie zmieszany, próbował
wyjaśnić - ale nie było jakoś okazji.
- I... moje nazwisko... i adres... podałeś jako swoje? - pierwszy mówił dalej,
patrząc koledze w oczy.
- Tak, bardzo cię przepraszam, to miał być taki zart... - Był coraz bardziej
zmieszany. - Moze niezbyt odpowiedzialny...?
- Chciałem ci powiedzieć, ze dostałem dzisiaj list... od prawnika tej dziewczyny
- przy stoliku zapadła cisza. - Trzy dni temu zmarła. Była nieuleczalnie
chora, nie miała zadnej rodziny ani spadkobierców. W testamencie zapisała mi
cały swój majątek.


czwartek, 20 listopada 2014

Stare dobre czasy

"Czy to nie śmieszne: 

nawet nasze czasy będą kiedyś 

nazywali dobrymi dawnymi czasami." 

- Alberto Moravia

Zamiast wspominać stare, dobre czasy, zróbmy coś, dzięki czemu, będziemy tak mówić o dniu dzisiejszym.

Someone like you

"Old friend why are you so shy
Ain't like you to hold back
Or hide from the light

 

I hate to turn up out of the blue uninvited but
I couldn't stay away I couldn't fight it
I had hoped you'd see my face
And that you'd be reminded that for me it isn't over..."


Adele - Someone Like You

środa, 19 listopada 2014

Litania do każdziutkiego na ziemi

Pewien mnich wiele lat medytował w samotności, zadając wciąz pytanie:
„Co powinienem robić? Jaki jest cel mojego zycia?” I nagle doznał oświecenia.
(W tym miejscu mistrz zawsze mówił, aby nie mylić - co się często zdarza -
„oświecenia” z „oślepieniem”. Podobne odczucia, oba rozpoczynają się od błysku.)
W stanie oświecenia zrozumiał ze jego misją jest ratowanie świata. Ma uratować
świat.
Następnego dnia oświecony mnich opuścił o świcie swoją pustelnię i poszedł
„ratować świat”. Doszedł bowiem do wniosku, ze w samotności, w pustelni nie
będzie to mozliwe. Szedł brzegiem morza, a było właśnie po odpływie. Brzeg
usłany był milionami rozgwiazd, które wyrzucone falami na piasek, wysychały i
umierały w promieniach słońca. Mnich idąc, deptał rozgwiazdy i myślał o wielkiej
misji ratowania świata.
Nagle zobaczył małą dziewczynkę, która delikatnie brała w dłonie rozgwiazdy
i wrzucała je do morza. Stanął zadziwiony.
- Po co to robisz? - zwrócił się do niej. - To nie ma najmniejszego sensu. Tu są miliony
rozgwiazd, nie uratujesz wszystkich!
Dziewczynka nic nie odpowiedziała, tylko wzięła kolejną i wrzuciła do morza.
- Mówię ci, zostaw to. To nie ma sensu - kontynuował mnich. - Chodź ze
mną. Mam wazną misję do spełnienia, pójdziemy ratować świat. Razem będzie
nam raźniej.
Dziewczynka wzięła kolejna rozgwiazdę i wrzuciła do morza.
- Mówię ci, ze to, co robisz, nie ma sensu! - mnich był juz wyraźnie rozzłoszczony.
Dziewczynka wzięła kolejną rozgwiazdę, a wrzucając ją do morza, spojrzała
na mnicha i powiedziała:
- Dla tej jednej ma to wielki sens.



http://www.youtube.com/watch?v=NPTx_TZVspQ

Śpieszmy się

Śpieszmy się

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego 
Proszowice


Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dzwięk troche niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widziec naprawde zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzec
kochamy wciąż za mało i stale za późno

Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a bedziesz tak jak delfin łagodny i mocny
Proszowice


Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiac o miłosci
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą


ks. Jan Twardowski

Marzenia jak ptaki szybują po niebie

Znamy się tylko z widzenia
A jednak lubimy się trochę
Przez ulicę szeroką jak rzeka
Zaglądamy sobie do okien, do okien




Już wiem, że masz oczy niebieskie
Że lubisz wieczory i kwiaty
A gdy czasem zanucisz piosenkę
Twój głos pomaga mi marzyć, marzyć



Marzenia jak ptaki szybują po niebie
Na pewno potrafisz wśród nich znaleźć siebie
I wierzę, że kiedyś odgadniesz z tych marzeń
Że chciałbym się z tobą zobaczyć naprawdę






Znamy się tylko z widzenia
A jedno o drugim nic nie wie
Przez ulicę szeroką jak rzeka
Uśmiechamy się czasem do siebie, do siebie

poniedziałek, 11 listopada 2013

Czeski film, czyli weekend w Pradze


 
Weekend w Pradze zdecydowanie należy do udanych.
Intensywnie, szybko i z napiętym (ale nie do przesady) planem zwiedzania. Czyli tak, jak lubię!

 
Praga urzekła mnie swoimi zabytkami, w szczególności liczba przepięknych kościołów i figur Świętych (zwłaszcza na moście Karola) brak pospiechu i przepychu na ulicach.

 

Niestety jak wszędzie, gdzie jest dobrze, czas szybko mija.


Mam nadzieje, ze wkrótce jeszcze raz tu zajrzymy…